środa, 11 lutego 2015

Katoliku - strzelaj do mnie.

     Zostałem ostatnio zlinczowany za wpis na fejsbuku. Moja postawa została nazwana płytką i żenującą, a ja sam 'zamkniętym i zacietrzewionym'. Przyczyna? Wszystko wywiązało się pod pytaniem o zasadność informowania opinii publicznej o tym jak głęboka jest wiara sportowców.

     Dlaczego chcemy wiedzieć, czy Mariusz Wlazły, Rafał Majka, Krzysztof Hołowczyc lub ktokolwiek inny jest wierzący? Co wiara ma wspólnego ze sportem? Jedna z osób, która mnie skrytykowała powiedziała, że wiara pomaga wzmocnić psychikę. Mogę się z tym zgodzić, ale jednak nie do końca. Zapewne znalazłoby się kilka pseudonaukowych teorii mówiących o tym jak to wiara w istotę wyższą pomaga, ale mnie to nie przekonuje. Jak ma mnie przekonywać, jeśli mówimy o sporcie? O czymś gdzie znaczenie ma kto dalej lub wyżej skoczy, kto szybciej pojedzie lub pobiegnie, kto wymanewruje lepiej przeciwnika. Śmiem twierdzić, że gdyby wiara miała znaczenie to Polska w klasyfikacjach medalowych wszelkich imprez sportowych byłaby w czołówce, pewnie razem z Brazylią albo Hiszpanią czy Meksykiem. Ale nie jesteśmy. Może gdybyśmy przywiązywali większą wagę do treningu sportowców, niż ich wiary, mielibyśmy więcej sukcesów? Ktoś zaraz powie, że Wlazły to i mistrz świata, i religijny facet. No i co z tego? To Kurek za mało trenował, czy za mało się modlił, że nie był w kadrze? A milion wattów na alpejskich podjazdach to Majka wymodlił czy wytrenował? 

       Spytasz - a co ma piernik do wiatraka? Nic. Zupełnie nic. Jestem upierdliwy, po prostu. Bardziej mnie zastanawia nie wiara sportowców, a ich zaciekła obrona. Obnażył się taki atleta, że jest bogobojny, to ani się waż złe słowo na niego powiedzieć. Nie mam zastrzeżeń do atlety. Mam zastrzeżenia do Ciebie - Czytelniku katoliku. Zabawne jest Twoje podejście. "Bujać to my, a nie nas". Tak się właśnie zachowujesz. My obrażać wszystkich wkoło - tak, ale tylko spróbuj złe słowo na nas powiedzieć! Wiem, że wolisz, żebym lepiej nie miał zdania w tej sprawie, a już najlepiej by było, gdybym powiedział, że bóg jest i go kocham.

     Nie, nie ma go. Dla mnie. A czy dla Ciebie jest? Rób z tym co chcesz, nic mi do tego. Chciałbym też, żeby nie było nic do tego Tobie, że dla mnie go nie ma. Szanuj ateistę to ateista uszanuje Ciebie. A że robię szyderę z Ciebie i Twojej religii? No i co z tego? Zaczniesz strzelać jak muzułmanie we Francji? No to proszę, nadstawiam pierś. Wiem, wolałbyś żebym nie szedł pod prąd. Wytłumaczysz to sobie jakoś pewnie, dlaczego tak robię i w ogóle. Pewnie przez to, że brakuje w moim życiu Jezusa. Pomódl się za mnie jak chcesz. Jak Ty będziesz potrzebował czegoś to Ci po prostu pomogę. Modlitwa nie pomaga. Ani w życiu, ani w sporcie, ani w czymkolwiek innym. 

     Zdmuchnąłeś już lufę karabinu?




Kuba Szymański

2 komentarze:

  1. "Szanuj ateistę to ateista uszanuje Ciebie. A że robię szyderę z Ciebie i Twojej religii? No i co z tego?"

    Ja gratuluję logiki wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sugeruję spojrzenie na całość z obu stron. to poprawia optykę i znajomość tematu. wtedy możemy rozmawiać o logice.
      zgadzam się w pełni z autorem.

      Usuń